... pod ten szacowny adres, gdyż tam jest więcej Witkacego wizualnego.
Kurka Wodna
czyli kosmiczny pocałunek sztuki.
O naszych intymnych stosunkach duchowych z Witkacym.
piątek, 17 grudnia 2010
poniedziałek, 29 listopada 2010
PKP Warszawa Powisle
piątek, 15 lutego 2008
sobota, 29 grudnia 2007
Opis produktu

Pisałem o świeżo wydanych listach Witkacego do żony i będę o nich nieraz pisał i - rzecz jasna - będę się nimi zachwycał. Na razie chciałbym zaprezentować anons księgarni internetowej Merlin, sformułowany jako - uwaga - "pełny opis produktu", który ma zachęcić użytkowników witryny do jego nabycia. Opis jak normalny opis, a produkt - to się wie:
Korespondencja Witkacego z żoną, Jadwigą z Unrugów, obejmuje 1258 listów, kartek, widokówek i telegramów, pisanych od 21 marca 1923 r. do 15 sierpnia 1939 r. (z przerwami, kiedy przebywał on w Warszawie). To wielkie dzieło nie mające odpowiednika w polskiej literaturze. Jego wartość polega na tym, że Witkacy jest w swoich listach szczery do granic ekshibicjonizmu i traktuje żonę niemal jak spowiednika, któremu można wyznać najskrytsze myśli i najintymniejsze przeżycia. Stanowią one świadectwo skomplikowanych więzi uczuciowych łączących tych dwoje ludzi, których małżeństwo przeżywało trudne okresy, ale przetrwało próbę czasu. To jednocześnie bezcenne źródło wiedzy o życiu i twórczości Witkacego, a zarazem autentyczny dokument psychologiczny, ukazujący niezwykłą osobowość człowieka i artysty. Czyta się te listy jak fascynującą i wielowątkową powieść autobiograficzną, której tłem jest środowisko zakopiańskie ukazane z ironią i humorem.Rzeczywiście, czyta się te listy z zapartym tchem. Co tu dużo się zastanawiać, wynika z nich jasno, że Witkacego najbardziej interesował on sam i jego twórczość, a tzw. "reszta" była - to prawda - koniecznym, ale wyłącznie polem manewrów duchowych. Prawdopodobnie jestem nie do końca sprawiedliwy wobec artysty, ale "sprawiedliwość" jako cnota nie ma szans na spełnienie, gdy się pisze o St.I.W.
Pierwszy tom zawiera 238 listów z lat 1923-1927 oraz kilkadziesiąt pism i listów od różnych osób, które Witkacy przesyłał żonie do lektury lub na których odwrocie pisał listy do niej. Wszystkie listy opatrzone są szczegółowymi przypisami.
czwartek, 27 grudnia 2007
Witkacy 2.0

Ha! I ja tego Witkacego dodaję do internetowych stron społecznościowych, a to do Technorati, a to do Digg czy Reddit, ubarwiam go różnymi przyciskami typu AddThis, opatruję licznikami i wskaźnikami, rejestruję tu i ówdzie, powoli zapełniam boczne szpalty wielokolorowymi "buttonami", mini-bannerami, widgetami, java-scriptami i html'ami. No, piękny będzie ten Witkacy, jak malowanie. Uspołeczniony internetowo, dostosowany do oczekiwań użytkowników, ostrzelany krzyżowymi połączeniami (cross connections) z innych witryn i do innych witryn, podpięty linkami, track'ami, back-linkami czy tam innymi hot-linkami. Po prostu stanie się ośrodkiem Web 2.0 ten St. I. Witkiewicz - oczywiście na przekór dostojnemu ojcu i salonowi. W końcu założy Witrynę Portretową, albo profesjonalny blog i będzie zarabiał na reklamach międzynarodowych korporacji. Będzie to prawdziwy Witkacy w Sieci.
Witkacy w Ludowej Ojczyźnie

Tytuł tego wpisu jest wręcz wyzywająco niesmaczny. Ale z tą kwestią zmagałem sie w latach 1966-1989. Od momentu mojego pierwszego spotkania z jego twórczością ("Jan Maciej Karol Wścieklica" i "Mątwa, czyli światopogląd Hyrkaniczny" w Teatrze Narodowym z Janem Kobuszewskim, grającym Wścieklicę) masę energii poświęciłem na poszukiwania utworów Stanisława Ignacego Witkiewicza.
Właściwie nie pamiętam, która z książek była pierwsza z serii. Może "622 upadki Bunga", a może dwutomowe wydanie dramatów, czytanych przeze mnie po cichu, ale też na głos w towarzystwie kolegi lub nawet w liczniejszym gronie. Wiem, że mam egzamplarz "Bunga" dość unikalny, albowiem ze wszystkimi stronami. W prawie całym nakładzie cenzura kazała usunąć pierwszą stronę tytułową z jakoby zbyt drastycznie dwuznaczną grafiką Alicji Wahl. Oczywiście była to jedna z wierutnych bzdur, którymi zajmowały się PRL-owskie władze, jakby nie było nic lepszego do zrobienia.
Kolejne, cykane cieniutkim strumykiem publikacje Witkacego zdobywało sie z wielkim trudem "spod lady". Łaziłem nałogowo po księgarniach, niemal codziennie, mogłem więc trafić (i trafiałem) na różne wydawnicze cymelia. W taki właśnie sposób moja półka z pracami Witkacego i o Witkacym stopniowo się powiększała.
Pod choinkę w czasie minionych Świąt otrzymałem od inteligentnego i wrażliwego św. Mikołaja pierwszy tom "Listów do żony", a więc pólka stopniowo się wydłuża. I tak ma być.
Kule Szajny

Przed wielu, wielu laty zobaczyłem te potężne kule-wory-balony na scenie Teatru Studio w inscenizacji Witkacego, wymyślonej przez Józefa Szajnę. Wirowały, wirowały i wirowały, a ja - rozgorączkowany - temu ruchowi upojnemu poddawałem się właściwie bezwiednie. Ileż to przeżyć! Józef Szajna i ja, Jerzy Grzegorzewski i ja, Kantor i ja, a w rezultacie - rzecz oczywista - Witkacy i ja czyli wielka intymna Dwójca, patronująca mojemu spojrzeniu na świat i sztukę. Może zabrzmiało to bombastycznie, ale pies to jechał. Brzmi jak brzmi, ale jakżesz wiele znaczy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

