poniedziałek, 29 listopada 2010

PKP Warszawa Powisle



Witkacy też by pstryknął ten eksponat archeologiczny. Ale tak się złożyło, że uprzedził go Jarek Żeliński.

Digg!

sobota, 29 grudnia 2007

Opis produktu


Pisałem o świeżo wydanych listach Witkacego do żony i będę o nich nieraz pisał i - rzecz jasna - będę się nimi zachwycał. Na razie chciałbym zaprezentować anons księgarni internetowej Merlin, sformułowany jako - uwaga - "pełny opis produktu", który ma zachęcić użytkowników witryny do jego nabycia. Opis jak normalny opis, a produkt - to się wie:

Korespondencja Witkacego z żoną, Jadwigą z Unrugów, obejmuje 1258 listów, kartek, widokówek i telegramów, pisanych od 21 marca 1923 r. do 15 sierpnia 1939 r. (z przerwami, kiedy przebywał on w Warszawie). To wielkie dzieło nie mające odpowiednika w polskiej literaturze. Jego wartość polega na tym, że Witkacy jest w swoich listach szczery do granic ekshibicjonizmu i traktuje żonę niemal jak spowiednika, któremu można wyznać najskrytsze myśli i najintymniejsze przeżycia. Stanowią one świadectwo skomplikowanych więzi uczuciowych łączących tych dwoje ludzi, których małżeństwo przeżywało trudne okresy, ale przetrwało próbę czasu. To jednocześnie bezcenne źródło wiedzy o życiu i twórczości Witkacego, a zarazem autentyczny dokument psychologiczny, ukazujący niezwykłą osobowość człowieka i artysty. Czyta się te listy jak fascynującą i wielowątkową powieść autobiograficzną, której tłem jest środowisko zakopiańskie ukazane z ironią i humorem.
Pierwszy tom zawiera 238 listów z lat 1923-1927 oraz kilkadziesiąt pism i listów od różnych osób, które Witkacy przesyłał żonie do lektury lub na których odwrocie pisał listy do niej. Wszystkie listy opatrzone są szczegółowymi przypisami.
Rzeczywiście, czyta się te listy z zapartym tchem. Co tu dużo się zastanawiać, wynika z nich jasno, że Witkacego najbardziej interesował on sam i jego twórczość, a tzw. "reszta" była - to prawda - koniecznym, ale wyłącznie polem manewrów duchowych. Prawdopodobnie jestem nie do końca sprawiedliwy wobec artysty, ale "sprawiedliwość" jako cnota nie ma szans na spełnienie, gdy się pisze o St.I.W.

czwartek, 27 grudnia 2007

Witkacy 2.0


Ha! I ja tego Witkacego dodaję do internetowych stron społecznościowych, a to do Technorati, a to do Digg czy Reddit, ubarwiam go różnymi przyciskami typu AddThis, opatruję licznikami i wskaźnikami, rejestruję tu i ówdzie, powoli zapełniam boczne szpalty wielokolorowymi "buttonami", mini-bannerami, widgetami, java-scriptami i html'ami. No, piękny będzie ten Witkacy, jak malowanie. Uspołeczniony internetowo, dostosowany do oczekiwań użytkowników, ostrzelany krzyżowymi połączeniami (cross connections) z innych witryn i do innych witryn, podpięty linkami, track'ami, back-linkami czy tam innymi hot-linkami. Po prostu stanie się ośrodkiem Web 2.0 ten St. I. Witkiewicz - oczywiście na przekór dostojnemu ojcu i salonowi. W końcu założy Witrynę Portretową, albo profesjonalny blog i będzie zarabiał na reklamach międzynarodowych korporacji. Będzie to prawdziwy Witkacy w Sieci.

Witkacy w Ludowej Ojczyźnie


Tytuł tego wpisu jest wręcz wyzywająco niesmaczny. Ale z tą kwestią zmagałem sie w latach 1966-1989. Od momentu mojego pierwszego spotkania z jego twórczością ("Jan Maciej Karol Wścieklica" i "Mątwa, czyli światopogląd Hyrkaniczny" w Teatrze Narodowym z Janem Kobuszewskim, grającym Wścieklicę) masę energii poświęciłem na poszukiwania utworów Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Właściwie nie pamiętam, która z książek była pierwsza z serii. Może "622 upadki Bunga", a może dwutomowe wydanie dramatów, czytanych przeze mnie po cichu, ale też na głos w towarzystwie kolegi lub nawet w liczniejszym gronie. Wiem, że mam egzamplarz "Bunga" dość unikalny, albowiem ze wszystkimi stronami. W prawie całym nakładzie cenzura kazała usunąć pierwszą stronę tytułową z jakoby zbyt drastycznie dwuznaczną grafiką Alicji Wahl. Oczywiście była to jedna z wierutnych bzdur, którymi zajmowały się PRL-owskie władze, jakby nie było nic lepszego do zrobienia.

Kolejne, cykane cieniutkim strumykiem publikacje Witkacego zdobywało sie z wielkim trudem "spod lady". Łaziłem nałogowo po księgarniach, niemal codziennie, mogłem więc trafić (i trafiałem) na różne wydawnicze cymelia. W taki właśnie sposób moja półka z pracami Witkacego i o Witkacym stopniowo się powiększała.

Pod choinkę w czasie minionych Świąt otrzymałem od inteligentnego i wrażliwego św. Mikołaja pierwszy tom "Listów do żony", a więc pólka stopniowo się wydłuża. I tak ma być.

Kule Szajny


Przed wielu, wielu laty zobaczyłem te potężne kule-wory-balony na scenie Teatru Studio w inscenizacji Witkacego, wymyślonej przez Józefa Szajnę. Wirowały, wirowały i wirowały, a ja - rozgorączkowany - temu ruchowi upojnemu poddawałem się właściwie bezwiednie. Ileż to przeżyć! Józef Szajna i ja, Jerzy Grzegorzewski i ja, Kantor i ja, a w rezultacie - rzecz oczywista - Witkacy i ja czyli wielka intymna Dwójca, patronująca mojemu spojrzeniu na świat i sztukę. Może zabrzmiało to bombastycznie, ale pies to jechał. Brzmi jak brzmi, ale jakżesz wiele znaczy!